Toksyczny sekret japońskich płyt winylowych
Czarna płyta winylowa to obraz, który zna każdy z nas. Gdy jednak przyjrzymy się z bliska niektórym japońskim tłoczeniom z przełomu lat 70. i 80., pod źródłem mocnego światła, odkryjemy coś zaskakującego – że wcale nie są całkowicie czarne. Przez tworzywo przebija delikatne, miedzianobrązowe światło. Ten półprześwitujący materiał to JVC Super Vinyl.
JVC Super Vinyl pod światłem
Receptura opracowana w Tokio do dziś fascynuje zarówno inżynierów chemii, jak i melomanów z całego świata. Stanowi doskonały przykład tego, jak daleko japońscy technolodzy potrafili się posunąć w swoim rygorystycznym dążeniu do technologicznej perfekcji. W jaki sposób jedna wytwórnia wyeliminowała z płyty najdrobniejsze szumy i dlaczego ta ceniona formuła musiała ostatecznie zostać zniszczona?
Ucieczka przed szumem
Tradycyjne winyle są czarne z bardzo konkretnego powodu. Za ich kolor i odpowiednią elastyczność odpowiada dodatek sadzy węglowej (carbon black). Niestety, z punktu widzenia miłośników czystego brzmienia ma ona pewną wadę. Mianowicie kiedy patrzymy na tę sadzę pod mikroskopem, widzimy, że ma ona strukturę przypominającą bardzo drobny piasek. Kiedy więc diamentowa igła gramofonu przesuwa się po takim materiale, napotyka w rowku minimalne nierówności. To zderzenie generuje słyszalne w tłach nagrań ciche syczenie, czyli znany z wielu zachodnich wydań tzw. szum podłoża (surface noise).
Inżynierowie z Victor Company of Japan (szerzej znanej na świecie jako JVC) postanowili zlikwidować to zakłócenie. Całkowicie usunęli więc ze składu winylu sadzę węglową, zastępując ją specjalnym płynnym barwnikiem. Dzięki temu uzyskali absolutnie jednorodną, gładką jak szkło masę, z której ten irytujący kochających detale Japończyków szum. To właśnie z powodu tego organicznego barwnika materiał zyskał swój charakterystyczny, miedziany półprześwit.
Skąd w ogóle pomysł na Super Vinyl?
Japończycy nie opracowali tego materiału z czysto estetycznych pobudek. Powód był w stu procentach praktyczny. W latach 70. firma rozwijała płyty kwadrofoniczne w formacie CD-4. Zapis ten wymagał, by rowek przeniósł ekstremalnie wysokie częstotliwości, sięgające aż 30 kHz, co było niezbędne do zakodowania dźwięku dla tylnych głośników.
Zwykła masa winylowa kompletnie sobie z tym nie radziła, bo pod ogromnym naciskiem diamentu igła po kilkunastu odtworzeniach dosłownie zdzierała z płyty tak delikatny zapis. Inżynierowie potrzebowali więc materiału skrajnie twardego, a JVC Super Vinyl był rozwiązaniem prawie idealnym. Płyty tłoczone z tego granulatu uchodziły za niemal niezniszczalne w domowych warunkach, potrafiąc przetrwać kilkaset odtworzeń bez odczuwalnego spadku dynamiki. Było jednak pewne „ale”, jednak o tym poniżej.
Amerykańska odpowiedź, czyli złote lata wytwórni MoFi
Wieść o niezwykłej japońskiej mieszance dotarła do Stanów Zjednoczonych. Tamtejsza wytwórnia Mobile Fidelity Sound Lab (MoFi), amerykański pionier na rynku audiofilskich remasterów, pilnie poszukiwała tłoczni idealnej dla swoich wyrafinowanych projektów. Ponieważ na własnym kontynencie nie znaleźli granulatu, który sprostałby ich restrykcyjnym wymaganiom, zawarli kontrakt z JVC i zaczęli wysyłać gotowe, amerykańskie matryce samolotami prosto do Japonii.
Tłoczenie ich najbardziej dopracowanych wydań wyłącznie na JVC Super Vinylu spełniało oczekiwania nawet skrajnie wymagających audiofilów. Odbiorcy szybko zorientowali się, że ten właśnie japoński winyl daje tło tak ciche, że muzyka wybrzmiewa na nim jakby z absolutnej pustki.
Mroczna strona chemii i cichy upadek
Na początku lat 90. XX wieku ta wyjątkowa mieszanka zniknęła jednak całkowicie z rynku. Jak to możliwe?! Odpowiedź znajdziemy w laboratorium. Okazało się, że składniki odpowiadające za spektakularną gładkość i utwardzenie granulatu JVC były silnie toksyczne. Ta informacja zbiegła się z zaostrzenie globalnych norm dotyczących ochrony środowiska i bezpieczeństwa pracy, a to zmusiło japoński koncern do całkowitego zamknięcia tej linii produkcyjnej. Cała formuła powędrowała do kosza.
Dziś na rynku pojawiają się oczywiście nowoczesne winyle ze znaczkiem „SuperVinyl”, rozwijane przez współczesne firmy technologiczne. Ale chociaż sprawnie imitują gładkość japońskiego oryginału za pomocą bezpiecznych ekologicznie składników, to są już tylko reprodukcjami tamtej idei. Oryginalny granulat JVC definitywnie przeszedł do historii.
Z Tokio do Origami Disc
Historia JVC Super Vinyl doskonale obrazuje moment w dziejach japońskiego rzemiosła, w którym w imię krystalicznie czystego dźwięku, do maksimum eksploatowano możliwości ówczesnej chemii i technologii.
Kiedy podczas naszych wyjazdów po towar do Japonii napotykamy na te specyficzne wydania i pod światłem widzimy ich miedziane refleksy, wiemy dokładnie, z czym mamy do czynienia. Trzymamy w rękach nośnik, który przetrwał dekady w nienagannym stanie i którego nikt już nigdy w tej formie nie wyprodukuje.
Niezależnie od tego, czy szukacie płyt ze względu na ich gładkie brzmienie, czy po prostu chcecie mieć na półce fascynujący kawałek japońskiej historii – sprawdzajcie regularnie nowości w sklepie Origami Disc.








